Powiedzenia z filmu "CO MI ZROBISZ JAK MNIE ZŁAPIESZ"



- Co tu się dzieje... w imię ojca i syna?!
- Zmiany, zmiany, zmiany.

[ rozmowa Krzakoskiego i Dudały ]


- Proszę pana, tu nie można palić!
- Wiem, ale ja się nie zaciągam.

[ rozmowa w kolejce na poczcie ]


- Ja, to jedno marzenie w życiu mam. Jeździć na taksówce w Nowym Jorku.
- Tłok tam straszny.
- W Ameryce? Nie tylko. Tam jest i nierówność społeczna, i trusty i kartele, i wszechpotężna władza kapitału. Ale tam jak ktoś kogoś gania samochodem, to oba dymają tak, że aż kurz idzie... Amerykański. A tu...

[ kierowca taksówki o swym marzeniu ]


- Dziecko Chińczyk i dziecko Japończyk to się niczym od siebie w ogóle nie różnią. - No, tylko nazwą zasadniczo - Chińczyk i Japończyk.
- Chyba tylko jak Chińczyk jest chłopiec, a Japończyk dziewczynka to się różnią od siebie. Płcią. To wtedy już tak jak u ludzi.

[ rozmowa robotników wieszających transparent ]


- Trzeba przyznać, panie kolego, że robota idzie z gazem.
- Tak. Dobrze idzie robota, dobrze.

[ rozmowa dwóch panów widzących ścigające się samochody z pisakiem ]


- Pan dyrektor Kaczkowski?
- Krzakoski.
- No mówię właśnie. Rozpoznałem pana po tym znaku rozpoznawczym.

[ rozmowa Szymka i Krzkoskiego w Paryżu na lotnisku ]


- To co? Gdzie mam jechać? Na grób Chopina, czy pod pomnik tego no... Mickiewicza.
- Jeeedź pod pomnik. Co się będziemy z panem po cmentarzach tu włóczyć.

[ rozmowa Szymka i Mrugały w Paryżu ]


- No i co powiesz Dudała?
- Trudno coś powiedzieć.
- Myślisz... Jak wyglądamy z planem?
- No więc, jeśli chodzi o plan, to 96 procent.
- Prawdę mi mów.
- Prawdę... to 75 procent.
- Powiedziałem - "prawdę".
- Prawdę, no... Prawdę to... no kto to może wiedzieć, panie dyrektorze?
- A co z arbitrażem?
- Prawdę...?
- Tak... No możesz nie mówić.

[ rozmowa Krzakoskiego i Dudały ]


- Ale gdzie pani dostała tego karpia, złociutka?
- Nie, nie. Szwagier mi go z Gdańska przywiózł...

[ rozmowa sąsiadek ]


- E, cwany gapa! Nie bądź pan taki specjalista z miodem w uszach. Pan! Co się gapisz? Do ciebie mówię.
- Ty, ty! Stój cicho! Tego pana żona zdradza, a ty mordę wydzierasz, baranie!

[ rozmowa dwóch meżczyzn stojących w kolejce przed sklepem meblowym ]


- Szymek, co się tam wtedy mówi?
- Byle co, aby na chwilę pan zagadał. Na zdjęciu przecież nie widać.
- No jasne.

[ rozmowa Szymka i Mrugały ]


- Widzi pan? Słowa nie można zrozumieć. Wariacki kraj, język idiotyczny. Na przykład u nich "ja" to jest "mła". Ale ja dla niego, to nie jestem "mła", tylko "wu". Ale on dla siebie jest "mła". Ale dla mnie on to jest "lui". Bądź tu mądry, kto jest kto...

[ Mrugała do Krzakoskiego o języku francuskim ]


- No cóż... Niestety trzeba się będzie rozejść.
- Rozejść...? Z kim?
- A z kim ja się mogę rozejść! Z żoną przecież.
- Świetna myśl, panie dyrektorze.

[ rozmowa Krzakoskiego i Dudały ]


- Zagraniczna. Znacie ten język?
- Nie. Tak czytam...
- Tak to można, choćby dla zabicia czasu.

[ rozmowa Dudały i dziewczyny czytającej angielską książkę ]


- Ja bym wyciął "naszego". Bo jak jest dziecko, to wiadomo, że musi być czyjeś, nie?
- Niekoniecznie właśnie. Mam kolegę... On rudy, żona ruda, a czarny im się urodził. - E, włosy nie mają znaczenia...
- Ale buźkę ma czarną! Murzyn jak z kuriera wycięty.

[ rozmowa robotników wieszających transparent ]


- Cwany gapa. Kolejka jest. Chcesz, żeby twoja matka miała syna bez zęba?

[ kierowca cięzarówki w kolejce przy wyjeździe z budowy ]