Tytuł: "O tym Misiu"
Autor: Tomasz Król


"O tym Misiu"


    Starsi miłośnicy "Misia", ci bardziej starsi :), a ich rodzice z pewnością; pamiętaja czasy, kiedy to w sklepach na półkach leżały tylko półlitrowe butelki z octem a w "mlecznym" można było zjeść gryczaną albo puree z dżemem, bo ze smalcem nie było... Na wszystko były kartki, więc ci, którzy poczuli nagłą potrzebę, zamiast wódki pili... brzozową. W kioskach Ruchu można było nabyć mięso pod postacią "Poradnika speleologicznego" albo "Politechnika". Na korki uliczne nie narzekano, bo nie było benzyny - więc kupowanie samochodu mijało się z celem, a gdy już ktoś miał poloneza to musiał być niezłą "szychą" :) nie mówiąc już o wołdze, albo jakimś zachodnim automobilu. Tymczasem zwykłemu człowiekowi wystarczała... fura, bo w przypadku kiedy została skradziona, poszkodowanemu na mocy ekstradycji (czyli czegoś extra), trzeba było zwrócić samolot! Istne qui pro quo... Na taras widokowy Pałacu Kultury i Nauki nie można było wieczorem wjechać windą, bo pan minister miał odpoczynek...

Troche przesadziłem :) ale prawdą jest to, iż każdy kombinował w każdy możliwy sposób, żeby przeżyć w jakichś normalnych warunkach, każdy imał się jakiejkolwiek dodatkowej roboty, nieważne że ta robota mogła być zupełnie inna od tej, której człowiek się całe życie uczył, "Polak potrafi" - jak mówi znane powiedzenie. Tak też robił niejaki Ryszard Ochódzki, prezes "KS Tęcza", w rzeczywistości chachmęt i kombinator. Wpadł na pomysł, żeby wybudować monumentalnego misia ze słomy. Nikt jednak nie wie po co ten miś ma powstać, wiec nikt nie będzie o to pytać. Chodzi o to, by Miś był jak najdroższy, bo póżniej będzie można zrobić protokół zniszczenia na większą sumę, a co za tym idzie, Ochódzki zgarnie więcej dla siebie. Z tego samego powodu za wielkie pieniądze szuka swojego sobowtóra, który rzekomo miałby wystąpić w filmie. Jest to jednak kolejna intryga - razem z Hochwanderem (Kowalewski) chcą zgarnąć więcej pieniędzy od ciotki z Londynu dla Ochódzkiego i jego brata bliźniaka - po to był mu potrzebny sobowtór... W rzeczywistości jednak Rysio "buja" też Hochwandera, bo chce jak najszybciej dostać się do Anglii, by wyciągnąć pieniądze z zagranicznego konta, zanim zrobi to jego była żona...

Trochę to wszystko zawiłe, może nawet trochę bardziej niż "trochę"... Ale taki naprawdę jest "Miś". Trzeba go przetrawić aby dotrzeć do sedna. Kiedy byłem mały, postrzegałem ten film jako dobrą komedię, po jakimś czasie dopiero zauważyłem, że "Miś" przedstawiony jest dwupłaszczyznowo - z jednej strony widzimy dobrą komedię opowiadającą o dziejach niejakiego Ryszarda O., z drugiej dostrzec można poważną problematykę - obraz ówczesnego systemu, charakteryzujący się zakłamaniem, cwaniactwem i głupotą tworzących go ludzi. Bareja i Tym zwinnie łączą te dwie odmienne koncepcje i powstaje świetny film traktujący nieco z przymrużeniem oka o tamtych czasach. Cały film umacnia nas w przeświadczeniu, że tak własnie musi być, że światem rządzą kombinatorzy i nic na to poradzić nie można. Koniec filmu jest jednak optymistyczny - upadek monumentalnego misia jest prognostykiem końca absurdalnej rzeczywistości i nadzieją na poprawę.

Polecam ten film każdemu: dzieciom - by pośmiały się z zabawnych sytuacji, gagów i zwrotów akcji, młodzieży - by ujrzała, jak życie kiedyś wyglądało (z przymrużeniem oka) oraz osobom starszym - by przypomniały sobie lata swojej młodości i śmiały się razem z Bareją i Tymem z groteski ówczesnej rzeczywistości, jaką to groteskę dwóch Stanisławów wykreowało.